Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
13 postów 424 komentarze

Mirakles · Punkt · Idea

mirakles - Punkt przejścia

Rozwiązywanie Ekranu 4 z 5 · Centralizacja (+ R D)

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wstępne przetwarzanie informacji każdy wykonuje samodzielnie w myśli. Jest to podejście uczciwe bo wszyscy podlegają temu samemu procesowi oceny albo budowania zaufania u czytelnika.

 

Strumień informacji u źródła może wydawać się przypadkowy i chaotyczny. Jestem pewien że wielu zgodzi się że obserwacja prawej kolumny, po pewnym czasie, pozwala na szybkie odnalezienie się w tym pozornym bałaganie. Przeglądając kolejne wpisy poszczególnych autorów wyrabiamy o każdym zdanie. Pozwala to dokonywać selekcji na podstawie tytułu i tej opinii. Wstępne przetwarzanie informacji każdy wykonuje samodzielnie w myśli. Jest to podejście uczciwe bo wszyscy podlegają temu samemu procesowi oceny albo budowania zaufania u czytelnika. Można tu powiedzieć o egalitaryzmie, równości. Jasne są także warunki współzawodnictwa. Prawdą jest że nowy czytelnik zobaczy zwyczajny bałagan i zrezygnuje nie czytając jednego wpisu. Dlatego treść filtruje się także w sposób scentralizowany. Rozwiązanie tego problemu dostarcza kolejnych. Część informacji zostaje utracona. Dostęp do czytelnika jest udzielany odgórnie i może pojawić się dyskryminacja. Konkurencja jest związana z uzyskaniem wpływu na administrację. Pojawiają się grupy uprzywilejowane i wykluczane. Mówi się o linii programowej. Narasta konflikt i cierpi wizerunek.

  

Centralizację w normalnym znaczeniu, można wiązać ze sprawnością ale i brakiem elastyczności.

  

Jak na ironie, przez eliminacje nieefektywnosci i decyzyjnego balaganu, centralizacja eliminuje nadmiarowosc, zdecentralizowane sciezki reakcji i niezgody. Kiedy to wszystko jest wyeliminowane, to traci sie elastycznosc i odpornosc na uszkodzenia systemu. Taki centralny system jest jednak malo odporny i kruchy.

Poprzez racjonalizacje procesu podejmowania decyzji i wladzy w scentralizowanej hierarchii, system powoli ale na pewno eliminuje sprzeciw - ci ktorzy nie dostaja sie na poklad i nie ida z programem narzuconym z gory, sa marginalizowani, wypchnieci lub usunieci.

Z punktu widzenia "najwazniejszych ludzi" to jest racjonalne, bo po co tolerowac duzo gadania, jak to nie sluzy zadnemu celowi.


http://ranger.nowyekran.net/post/94855,dlaczego-centralizacja-prowadzi-do-upadku

 

 

Temat jest powiązany z zagadnieniem bezpieczeństwa o czym świadczy wypowiedź jednej z osób zajmujących się,,te4roryzmem''.,,Gdy masz doczynienia z organizacją albo czym kolwiek co posiada ciało kierownicze pilnujesz centrali, nadzorujesz łączność, śledzisz szefów. Tymczasem tu nie ma już centrali do śledzenia, centrala może być wszędzie. Niszcząc zorganizowaną strukturę, zmieniliśmy ją w coś w rodzaju franszyzy. Wszystko czego potrzebujesz żeby się przyłączyć to idea i laptop.''Przy okazji zastanówmy się czy nasza redakcja przypadkiem nie stosuje podobnego zabiegu wobec blogerów. Nie wiadomo kim jest admin1. Niby może to wynikać ze względów bezpieczeństwa i rozproszonego kierownictwa ale gdzie w takim razie idea, która ma ten stan rzeczy usprawiedliwiać? Konkretnie jaka idea przyświeca blokowaniu bloga i tworzeniu wpisu, w którym sugeruje się że właściciel sam skasował swoje konto?Później ban jest cofnięty, ten wpis skasowany, itd.

 

Centralizacja na portalu będzie się wiązała z hierarchicznością czyli strukturą pionową. Istnieją w takim razie jednostki o różnym poziomie dostępu do czytelnika. Jak zostało wcześniej wspomniane uzasadnione są wyłącznie poziomy na drodze spełnienia oczekiwań czytelnika w zakresie sposobu przekazania informacji. Widać jednak że na rzeczywistość składają się też inne możliwości. W ocenie centralizacji trzeba wyróżnić takie elementy jak polecane, areopag, moderacje, banowanie, itp. To tylko jedna z bukietu nieuzasadnionych ścieżek.

 

Inny bloger nawiązał do roli centralizacji w utrzymywaniu narodowej spójności. Jest to prawda tylko nie wiem czy nadal aktualna. Roman Dmowski wierzył w silne demokratyczne państwo narodowe ale daleki był od militaryzacji polityki – przynajmniej w ostatnich tekstach, które zostawił. Wynika z nich że silne państwo było przedmiotem jego marzeń ale pod warunkiem pewnej świadomości jednostek je tworzących. Pisał że podstawą państwa jest naród, zwyczaje i prawa uformowane przez pokolenia, zamiast państwo jest podstawą narodu. Jeżeli w swoich czasach pozostawał takim narodowym demokratą to kim byłby dzisiaj?

  

System rządzenia państwami, który się upowszechnił po rewolucji francuskiej w krajach cywilizacji europejskiej, który miał wyraz zewnętrzny w coraz radykalniejszym parlamentaryzmie, a którego duszą i mózgiem była masoneria, wykazywał coraz więcej punktów słabych i niepoważnych, aż wreszcie w ostatnich czasach doszedł do całkowitego zwyrodnienia. Stracił on urok, który miał dawniej dla szerokich kół społeczeństwa, coraz widoczniejszym się stawało, że jest on komedią oszustwa. Walka polityczna w okresie powojennym zaczęła się przenosić poza mury parlamentu, który stał się hamulcem w rozwoju politycznym narodów i wykazywał coraz większy bezwład w mierzeniu się z bieżącymi trudnościami.

Sposoby tej walki stały się przeciwieństwem sposobów walki parlamentarnej, a stąd i organizacja jej musiała się stać przeciwieństwem organizacji tamtej. I tu właśnie okazała się ogromna skuteczność wprowadzenia do organizacji politycznej ducha wojskowego. Świadczy o tym kariera faszyzmu i hitleryzmu.

[…] Naśladowanie wojska w polityce wyraziło się nie tylko w duchu, w kulcie cnót wojskowych, ale i w formach, w typie organizacji i skłonności do mundurowania się w zainicjowane przez faszyzm koszule, i w języku wreszcie, w ,,zbiórkach'', ,,odprawach'', w ,,pracach w terenie'' itp.

Największą nowością w nowoczesnych organizacjach politycznych stała się instytucja wodza. […]

Żołnierz […] oddaje mu się całkowicie jako panu sprawy i panu jego osobistych losów […] o polityce myśli mało, a przeważnie nawet nie bardzo myśleć umie […] pojmuje on ją mniej więcej jak wojnę. […]

Można było widzieć we Włoszech i w Niemczech, że to daje walczącej organizacji dużą przewagę nad przeciwnikiem, daje atakowi wielką siłę, pozwala rozwijać walkę jednolicie na całej linii, czyni ją wytrwałą i konsekwentną.

Gorzej się rzecz przedstawia, gdy chodzi o pracę polityczną, która musi walce towarzyszyć i ją wyprzedzać.

[…] Terenem walki politycznej jest społeczeństwo ze swoimi właściwościami mającymi w walce politycznej pierwszorzędną wagę, różnymi w różnych warstwach i w różnych częściach kraju. Najświatlejszy wódz nie może wszystkich ich i wszędzie znać […]. Jeżeli tedy walczący obóz polityczny składa się z ludzi, którzy całą inicjatywę w pracy politycznej składają na wodza i tylko czekają komendy, to jego polityka będzie odcięta od szerokich sfer społeczeństwa, od tej podstawy, która ma dla niej takie znaczenie, jak dla armii teren geograficzny i jego znajomość.

[…] Militaryzacja polityki prowadzi do tego, że się rekrutuje ludzi bez wyboru, bez bliższego przyjrzenia się, jakim celom służą lub chcą służyć. Głównie jej chodzi o ilość, pyta przede wszystkim o ich gotowość i zdolność do walki, a szkoli ich politycznie, ucząc powtarzania pewnych haseł, mniejsza o to, czy rozumianych. […]

Wprawdzie faszyzm wynalazł system korporatywny i usiłuje go przeprowadzić. Ten system wszakże nie przyżyje, zdaje się, Mussoliniego. Gdyby zaś zdołał się na pewien czas utrwalić, niewątpliwie rozłożyłby tego ducha, z którego zrodził się faszyzm, ducha narodowego. Socjalista, który rozmawiał świeżo z Mussolinim i oświadczył mu się jako zwolennik systemu korporatywnego, ponieważ system ten prowadziłby do osłabienia więzów moralnych tworzących z ludzi jeden naród i starałby się je zastąpić solidarnością ekonomiczną. […]

Jeżeli poszukamy źródeł tej jałowości faszyzmu i hitleryzmu, to obok innych znajdziemy je w militaryzacji tych obozów. […]

Duch wojskowy, niosący z sobą cnoty wojskowe, ma olbrzymie znaczenie nie tylko w armii, ale i w życiu publicznym społeczeństw. Tchórzostwo i warcholstwo, które tak wybujało w okresie parlamentaryzmu, nie tylko wytworzyło typ polityka śmiesznego i obdarzonego pogardą, ale doprowadziło do zwyrodnienia życie polityczne narodów i rządy w całej Europie. Człowiek, który ma władzę, a który nie jest gotów oddać życia za sprawę, której służy, nie może tej władzy uczciwie sprawować.

Wprowadzenie ducha wojskowego do organizacji politycznych usprawniło je, uzdatniło do walki i dało walczącym zwycięstwo.

Ta wszakże militaryzacja polityki zaszła za daleko, sięgnęła w sferę, w której musiała wywrzeć wpływ fatalny, w sferę myśli politycznej: zahamowała pracę mózgów, zabiła twórczość polityczną.

Jeżeli rozpoczęte pod jej wpływem dzieło ma dać wielkie, trwałe wyniki, to musi po niej nastąpić wytężona organizacja pracy cywilnej, pracy myśli prawnej i politycznej. Wtedy możemy zobaczyć nie tylko rewolucję narodową, ale i narodowe naprawdę państwo.

 

MILITARYZACJA POLITYKI (1934 r.) ROMAN DMOWSKI

 

Dmowski daleki był od populizmu chociaż doceniał zalety wojskowego zamordyzmu. Świadomości społecznej, narodowej, politycznej i żadnej innej nie da się zbudować na cenzurze i ograniczaniu informacji. Świadomość to jest zrozumienie dlaczego jedne treści są wartościowe a inne mniej. To centralizacja równie dobrze sprawdza się w wynaradawianiu czy kosmopolityzowaniu społeczeństwa. Upodmiotowienie państwa jest niebezpieczne i prowadzi do przerostu biurokracji. Następuje bizantyzacja administracji i prawa. Wspólnota przestaje być suwerenem na korzyść wąskiej elity. Państwo już nie jest narzędziem ludności do ochrony przed obcymi tylko przedmiotem kultu. Prawa nie powstają w wyniku utrwalenia zwyczaju tylko zwyczaj jest warunkowany prawem. Dzisiaj gdy powiązania międzynarodowe, polityczne, ekonomiczne, gospodarcze, kulturowe są nieporównywalnie większe niż przed wojną, oderwanie się od systemu globalnego z prawdziwie polską i suwerenną centralizacją wydaje się nie bardziej rzeczywiste niż sen wariata.

  

Downiej to tak w rodzinach na Śląsku było, że jak górnik mioł synów, to wszyscy z nim robili na kopalni. Jo som z moim ojcem robił jakech mioł 14 lot. Czasem to inni zazdrościli jak potem do wypłaty przyszło. Toż roz jeden ojciec fedrował z synem na tej ścianie, a nie chcioł, coby mu inni zowiścili – pado do syna:

- Wiesz, kiedy już tak do kupy fedrujemy, to nie musisz mi tak cięgiem ,,tatulku to, a tatulku tamto''. Możemy se godać za jedno.

- Dobrze, tatulku! Toż Karlik podej mi tam ten pyrlik. - No i dobrze. Przyszli do dom, siedli se do stołu i jedzą. Noroz syn pyto:

- Ty, Karlik, a smakuje ci to ta zupa?

Matka słucho i uszom nie wierzy.

- Wiesz, Karlik – pado syn – jak ino zjemy, to se możemy pójść na piwo!

Teroz już matka nie wytrzymała i godo do chłopa:

- Ty, Karlik i ty se to dosz spodobać, żeby ci taki ślimtok i smarkacz za jedno godoł?

A synek na to: - Karlik, uspokój tam ta twoja staro i zrób ino z nią porządek!

 

 ❄ ❅ ❆ ❄ ❅ ❆ ❄ ❅ ❆ ❄ ❅ ❆

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930